Nie, to nie jest Potworna Księga Potworów, tylko świeżutka kronika naszej grupy edukacji domowej. Popełniona przeze mnie (gruby zeszyt do szkicowania A4, arkusz filcu samoprzylepnego, kilka arkusików filcu dekoracyjnego, nożyczki i klej "Magic").
Jako że gotowce dostępne na rynku są potwornie brzydkie, a przy tym wściekle drogie - jedyną opcją było "zrób to sam-a".
Obecnie uzupełniana piórem (takim, maczanym w kałamarzu) i kaligraficznym pismem KlaryMamy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformacja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 stycznia 2015
środa, 10 września 2014
Elfi płaszczyk
(takiego elfa, co za długo przy końcu tęczy biegał ze skrzatami, wiecie).
Kiedyś zajrzałam sobie do Złotej Pszczoły i przepadłam. Absolutnie zadurzyłam się w swetrach Katwise. Stwierdziłam, że muszę taki mieć, a co ważniejsze, koniecznie musi taki mieć Ora.
I ma!
Ciachania przy tym co niemiara, zygzakowania jeszcze więcej. Po za tym mierzenie odbywa się tu metodą "na oko", bo nie dość, że dzianina swetrowa w ogóle się rozciąga wściekle przy szyciu, to tu jeszcze każdy kawałek rozciąga się inaczej. wszywanie zaś "spódnicy" do paska to jakaś masakra.
W sumie płaszczyk, który w założeniu miał być "leciutko na wyrost" okazał się... hmmm... duży.
Mimo wszystko jednak niczego chyba i nigdy nie szyło mi się z taką radością.
Uszyłam go jakiś czas temu, a w poniedziałek (w ramach Tygodnia Szycia Dzieciom, do którego przystąpiłam chyba jedynie w akcie obłędu i napadu szaleńczego optymizmu) naniosłam tylko kilka poprawek.
Kiedyś zajrzałam sobie do Złotej Pszczoły i przepadłam. Absolutnie zadurzyłam się w swetrach Katwise. Stwierdziłam, że muszę taki mieć, a co ważniejsze, koniecznie musi taki mieć Ora.
I ma!
Ciachania przy tym co niemiara, zygzakowania jeszcze więcej. Po za tym mierzenie odbywa się tu metodą "na oko", bo nie dość, że dzianina swetrowa w ogóle się rozciąga wściekle przy szyciu, to tu jeszcze każdy kawałek rozciąga się inaczej. wszywanie zaś "spódnicy" do paska to jakaś masakra.
W sumie płaszczyk, który w założeniu miał być "leciutko na wyrost" okazał się... hmmm... duży.
Mimo wszystko jednak niczego chyba i nigdy nie szyło mi się z taką radością.
Uszyłam go jakiś czas temu, a w poniedziałek (w ramach Tygodnia Szycia Dzieciom, do którego przystąpiłam chyba jedynie w akcie obłędu i napadu szaleńczego optymizmu) naniosłam tylko kilka poprawek.
Tak, Ora wcześniej widziała film samej Katwise:
wtorek, 22 kwietnia 2014
Tucznik na mleku, na bogato
Od jakiegoś czasu praktykuję z okazji świąt różnorakich podarki ręcznie wykonywane. Cieszy mnie ogromnie, że spotykają się one z naprawdę wdzięcznym przyjęciem, tak ze strony dorosłych, jak i młodocianych obdarowywanych.
Oto co Aurorze przyniósł wielkanocny zając:
Świniak do utuczenia wykonany jest z:
Z butelki wycinamy dwa ostatnie "segmenty" (żeby wyszło prosię, a nie jamnik). W przedniej części wycinamy u-kształtny otwór do karmienia wieprzowiny (jego zamknięcie powstanie po doklejeniu części zadniej).
Oklejamy małym kawałkiem wstążki węższy brzeg otworu. Dalej przyklejamy wstążki tak, że pierwsza jest przed otworem, a trzy kolejne, przyklejane od wewnątrz, owijają dłuższe brzegi.
Na tym etapie przyklejamy część "ogonową" do butelki. Kolejnym małym kawałkiem wstążki oklejamy, właśnie powstały, drugi węższy brzeg.
(no dobra, jutro dodam rysunki schematyczne)
Ostatnią wstążką maskujemy łączenie części. Możemy jeszcze dziurkę okleić "na około".
Z białego filcu wycinamy oczy, z różowego uszki, ogon i pasek oraz kółko do oklejenia ryjka.
Jako że nie jestem mistrzynią nożyczek włożyłam nieco pracy w wycięcie idealnie spiralnego ogonka. Był cudnie zakręcony.
Cóż z tego, kiedy moja Córka jako pierwszą rozrywkę postanowiła zafundować prosięcinie karuzelę. Kręciła nią namiętnie, trzymając za ogon naturalnie, co doprowadziło do jego całkowitego rozprostowania i wyciągnięcia. Mamy więc teraz prosię z genami - bo ja wiem? Dżdżownicy???
Naklejamy wszystko w odpowiednich miejscach.
Nóżki można naturalnie uczynić cztery. Jednak trzeba wtedy dociążyć zadek, bo inaczej świnka - darujcie, ale - pada na ryj. Ja popełniłam więc wersję siedzącą, z dwiema nogami.
Oklejamy ryjek filcem tak, by nakrętkę nadal można było odkręcić (tą, nieco niestandardową drogą, nierogacizna będzie opróżniana).
Następnie naklejamy źrenice i dziurki w nosie z paciorków.
Jeszcze jakaś monetka do brzusia na zachętę, et voila!
Dodam że, jako Wielkanoc była, świnka wnet była się utuczyła.
Czego Wam przesadnie nie życzę :D
Oto co Aurorze przyniósł wielkanocny zając:
Świniak do utuczenia wykonany jest z:
- butelki po mleku z mlekomatu
- dwóch zakrętek po olejkach eterycznych
- arkusza (nie całego) różowego filcu
- oraz dwóch skrawków białego
- czterech brązowych paciorków
- trzech kawałków wstążki
- kleju w pistolecie
Z butelki wycinamy dwa ostatnie "segmenty" (żeby wyszło prosię, a nie jamnik). W przedniej części wycinamy u-kształtny otwór do karmienia wieprzowiny (jego zamknięcie powstanie po doklejeniu części zadniej).
Oklejamy małym kawałkiem wstążki węższy brzeg otworu. Dalej przyklejamy wstążki tak, że pierwsza jest przed otworem, a trzy kolejne, przyklejane od wewnątrz, owijają dłuższe brzegi.
Na tym etapie przyklejamy część "ogonową" do butelki. Kolejnym małym kawałkiem wstążki oklejamy, właśnie powstały, drugi węższy brzeg.
(no dobra, jutro dodam rysunki schematyczne)
Ostatnią wstążką maskujemy łączenie części. Możemy jeszcze dziurkę okleić "na około".
Z białego filcu wycinamy oczy, z różowego uszki, ogon i pasek oraz kółko do oklejenia ryjka.
Jako że nie jestem mistrzynią nożyczek włożyłam nieco pracy w wycięcie idealnie spiralnego ogonka. Był cudnie zakręcony.
Cóż z tego, kiedy moja Córka jako pierwszą rozrywkę postanowiła zafundować prosięcinie karuzelę. Kręciła nią namiętnie, trzymając za ogon naturalnie, co doprowadziło do jego całkowitego rozprostowania i wyciągnięcia. Mamy więc teraz prosię z genami - bo ja wiem? Dżdżownicy???
Naklejamy wszystko w odpowiednich miejscach.
Nóżki można naturalnie uczynić cztery. Jednak trzeba wtedy dociążyć zadek, bo inaczej świnka - darujcie, ale - pada na ryj. Ja popełniłam więc wersję siedzącą, z dwiema nogami.
Oklejamy ryjek filcem tak, by nakrętkę nadal można było odkręcić (tą, nieco niestandardową drogą, nierogacizna będzie opróżniana).
Następnie naklejamy źrenice i dziurki w nosie z paciorków.
Jeszcze jakaś monetka do brzusia na zachętę, et voila!
Dodam że, jako Wielkanoc była, świnka wnet była się utuczyła.
Czego Wam przesadnie nie życzę :D
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Tunika z szalika
Kolejny wytwór z cyklu "szukałam - nie znalazłam", że zacytuję wieszcza.
Tuniki lub sukienki dzianinowej w żywych, acz nie cukierkowych kolorkach. I sensownej cenie.
A że po domu walają mi się szaliki w ilości za dużo (ja i szaliki nie bardzo się dogadujemy), to postanowiłam zrecyklingować jeden, który odpowiadał mi kolorystycznie :D
Uciachałam dwa kawałki nieco dłuższe, niż planowana długość tuniki.
Podłapałam, żeby się nie pruły.
Zszyłam na ramionach i po bokach (tak, żeby zostało miejsce na głowę i ręce).
Podłożę jeszcze dół, żeby wyglądał porządniej.
I jest.
Tuniki lub sukienki dzianinowej w żywych, acz nie cukierkowych kolorkach. I sensownej cenie.
A że po domu walają mi się szaliki w ilości za dużo (ja i szaliki nie bardzo się dogadujemy), to postanowiłam zrecyklingować jeden, który odpowiadał mi kolorystycznie :D
Uciachałam dwa kawałki nieco dłuższe, niż planowana długość tuniki.
Podłapałam, żeby się nie pruły.
Zszyłam na ramionach i po bokach (tak, żeby zostało miejsce na głowę i ręce).
Podłożę jeszcze dół, żeby wyglądał porządniej.
I jest.
wtorek, 11 grudnia 2012
Zimowe światełko na grudniowe noce
Potrzebujesz:
Serwetkę przecinamy na pół. Połówki (lub dwie maleńkie serweteczki) namaczamy w rozwodnionym wikolu (tak, żeby był bardziej wodnisty niż papkowaty) i naklejamy na słoik. Zostawiamy w ciepłym miejscu do wyschnięcia.
Górę słoika obwiązujemy wstążką, zawiązujemy kokardę. Brzegi wstążki nadtapiamy nad płomieniem, żeby się nie strzępiły.
W lampioniku zapalamy świecę.
- słoika
- szydełkowej, okrągłej serwetki, albo dwóch maleńkich
- satynowej, białej wstążki do obwiązania słoika
- drutu
- kleju wikol
- kilku koralików
- świeczki
- zapalniczki
Serwetkę przecinamy na pół. Połówki (lub dwie maleńkie serweteczki) namaczamy w rozwodnionym wikolu (tak, żeby był bardziej wodnisty niż papkowaty) i naklejamy na słoik. Zostawiamy w ciepłym miejscu do wyschnięcia.
Górę słoika obwiązujemy wstążką, zawiązujemy kokardę. Brzegi wstążki nadtapiamy nad płomieniem, żeby się nie strzępiły.
W lampioniku zapalamy świecę.
wtorek, 13 grudnia 2011
ZTS - DIY: Getry noworodkowe i niemowlęce
Spróbujcie gdzieś dostać. A do chustowania zimą to towar pierwszej potrzeby jest. Nic trudnego dla kreatywnego ;)
Bierzemy sweterek z drugoręczniaka (3zł, zdjęcia zapomniałam zrobić) lub skarpetki z hipermarketu (3zł). Rozmiary na kilkulatka.
Sweterkowi upitalamy rękawki. Rękawkom obrzucamy brzeg.
Skarpetkom upitalamy czubek palców i obrzucamy otwór.
Efekt:
Bierzemy sweterek z drugoręczniaka (3zł, zdjęcia zapomniałam zrobić) lub skarpetki z hipermarketu (3zł). Rozmiary na kilkulatka.
Sweterkowi upitalamy rękawki. Rękawkom obrzucamy brzeg.
Skarpetkom upitalamy czubek palców i obrzucamy otwór.
Efekt:
Taraaaam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












