sobota, 17 marca 2012

Leonidas Lew

Nasz Leonidas to jest lew,
choć nie wie, gdzie są Termopile.
Zamiast antylop chłeptać krew -
woli orzechy i daktyle.

Bo Leonidas to jest lew,
dokładnie o nim wiemy tyle.
Zamiast się czaić pośród drzew -
goni ślimaki i motyle.

Tak! Leonidas to jest lew.
Gdy zastanowić się przez chwile -
niewiele o nim wiemy, lecz
co do gatunku się nie mylę!

wtorek, 17 stycznia 2012

Wygięty limeryk

(napisany dni kilka przed porodem)

W moim brzuchu wciąż mieszka dziewczyna,
Co swe ciało nieziemsko wygina.
Tak się dziko zabawia,
Takie harce wyprawia,
A że w brzuchu? Nie jej jest to wina!

czwartek, 29 grudnia 2011

Zabawianki-rymowanki

Klasyka gatunku, jeszcze z mojego dzieciństwa.
Rak
"Idąc" palcami - wskazującym i środkowym - po dziecku:
Idzie rak, nieborak,
Jak uszczypnie będzie znak.
Na "znak" szczypiemy leciutko tam, gdzie akurat rak zaszedł.

Baran
Baran, baran - buc!
Na "buc" trykamy (leciutko!) czołem o czółko dziecka. Mój pradziadek robił to stanowczo za mocno, ale i tak się śmiałam, żeby mu sprawić przyjemność.

Eskimosek
Oczko, oczko,
Buzia, nosek,
Jestem mały Eskimosek!
Dotykamy kolejno oczu, ust itd, dziecka. Na ostatnią linijkę pocieramy policzki.

Hop, hop!
Hop, hop,
Na koniku jedzie chłop.

A za chłopem pan, pan,
Na koniku sam, sam.

A za panem żyd, żyd,
Na koniku hyc, hyc, hyc!
Mówiąc wierszyk rytmicznie podrzucamy dziecia na rękach, kolanach lub (najlepiej - uwielbiałam się tak bawić z dziadkiem) - siedzącego okrakiem a wasze wyprostowanej nodze. Najenergiczniej podrzucamy naturalnie na "hyc, hyc..." itd.

Ora śmieje się jak dzika na wszystkie te wierszyki.